Witaj w moich skromnych progach!
Jestem Kayla. Pewnie zastanawiasz się teraz, czym lub kim jestem. Może tolkienowskim elfem, czarodziejką wykreowaną przez Joanne Kathleen Rowling albo księżniczką ze zbioru opowiadań Andrzeja Sapkowskiego (o tak! bardzo chciałabym być księżniczką!). Jestem jednak blogerką od przeszło dziesięciu lat. Studiuję, a wolne chwile poświęcam mojej rodzinie, przyjaciołom i oczywiście fantastyce - choć od stosunkowo niedawna. To właśnie koleżanki skierowały moje zainteresowania w stronę niezwykłego świata książki, filmu, serialu czy gry. A nawet znalazło się wśród nich miejsce dla mangi i anime. Bywam na lokalnych eventach poświęconych fantastyce, z których możecie spodziewać się tutaj relacji.
  • Preferencje literackie: fantastyka, kryminał, thriller, horror, biografia muzyczna, literatura obyczajowa, manga/komiks.
  • Preferencje muzyczne: rock (hard rock, classic rock), heavy metal (thrash/black/death/doom/power/speed metal) oraz metal neoklasyczny. Po prostu kocham Megadeth!
  • Preferencje filmowe/serialowe: filmy i seriale oglądam "od święta", prędzej pokuszę się o krótkie anime. Prawdopodobnie wynika to z tego, że nikt nie chce oglądać ze mną horrorów - nie mam pojęcia dlaczego. Ale Breaking Bad to naprawdę dobry serial!
  • 26 listopada 2016

    Stara Słaboniowa i spiekładuchy



    Już jakiś czas temu zwróciłam uwagę na tę książkę, ale postanowiłam przeczytać ją dopiero w listopadzie, który za sprawą Halloween kojarzy mi się z duchami i zjawiskami paranormalnymi. Jest to dla mnie najlepsza pora na literaturę grozy osadzoną w ponurym klimacie. Choć „Stara Słaboniowa i spiekładuchy” nie jest horrorem, to w czasie lektury wielokrotnie poczułam na plecach dreszczyk emocji.
    Zacznijmy jednak od autorki.
    Joanna Łańcucka pochodzi urodziła się w Skierniewicach, lecz dzieciństwo spędziła w małej wsi na wschodzie Polski. Z zawodu jest plastyczką specjalizującą się w malarstwie olejnym. Czyta, pisze oraz zajmuje się haftem artystycznym.
    We wsi Capówka na wschodzie Polski mieszka Teofila Słaboń, przez mieszkańców wioski zwana Starą Słaboniową. Jest to z pozoru zwyczajna staruszka, choć całkiem żwawa jak na swój wiek. Sama jednak nie wie, ile ma lat, bo jak mówi, od dawna przestała je liczyć. Mąż Słaboniowej, Henryk, zmarł przed laty. Odtąd kobieta mieszka wraz z kotem Mruczkiem, który jest jej jedynym towarzyszem. Po wsi chodzą pogłoski, że staruszka obdarzona jest nadzwyczajnymi umiejętnościami. Potrafi wyczuwać niebezpieczeństwo i kontaktować się z siłami nieczystymi, demonami oraz marami. Czy Słaboniowej uda się zwalczyć zło, które nawiedzi jej spokojną dotąd wioskę? Czy zdoła pomóc mieszkańcom, którzy zauważają wokół siebie niewytłumaczalne zjawiska?
    Postać Słaboniowej od samego początku zyskała moją sympatię. Ponieważ całkiem niedawno miałam okazję przeczytać „Szeptuchę” Iwony Menzel, powieść opowiadającą o losach młodej guślarki, która otrzymała niezwykły dar po swojej babce, ogromnie ucieszyłam się z tego, że i tym razem będę miała do czynienia z miejscową szamanką. Choć Słaboniowa nie leczy ludzi za pomocą naparów i maści z ziół, to jednak potrafi sprawić, że ich dusze doznają ukojenia. Wypędza wszelkie upiory i zjawy z ich otoczenia. Skąd wzięły się te umiejętności? Jeśli chcecie  się tego dowiedzieć, koniecznie musicie przeczytać tę książkę.
    Powieść składa się z kilku rozdziałów, a każdy z nich opowiada inną historię, w której główną rolę odgrywa Słaboniowa. Niektóre z następujących po sobie epizodów dzieli nawet kilka lat, są one jednak ułożone w porządku chronologicznym. Autorka odwołuje się w swojej książce do dawnych wierzeń ludowych, dzięki czemu spotykamy się z takimi zjawami jak Kikimora, Strzyga, Zmora czy Południca, a nawet z samym Diabłem. Nastrój powieści jest niepowtarzalny, nieco mroczny, lecz daleko mu do horroru czy też literatury w klimacie gore. Jeżeli tak jak ja jesteście miłośnikami duchów i rusałek z dzieł wybitnych romantycznych twórców takich jak Mickiewicz czy Słowacki, ta książka będzie idealna dla Was.
    Autorka posługuje się językiem charakterystycznym dla ludności wiejskiej ze wschodniej Polski. Tekst jest jednak zrozumiały i czyta się go niezwykle łatwo. Książka wciągnęła mnie bez reszty i trzymała w napięciu aż do ostatnich stron. Powieść Joanny Łańcuckiej pełna jest emocji. Nie brakuje w niej miłości do nieżyjącego męża, ale też zbrodni popełnionych z satysfakcją, które po latach wypływają na światło dzienne. Chętnie napisałabym dużo więcej, ale lekturze książki towarzyszy aura tajemniczości, nie chcę odbierać nikomu przyjemności z jej czytania. Warto zwrócić uwagę na to, że wydanie powieści opatrzone jest niezwykle klimatycznymi ilustracjami, które wykonała sama autorka.
    „Stara Słaboniowa i spiekładuchy” to pozycja godna polecenia. Jestem zachwycona debiutem pisarki, jej wyobraźnią i warsztatem literackim. Dawno nie czytałam tak dobrej książki, która pochłonęłaby mnie bez reszty. Jestem przekonana, że każdy miłośnik fantastyki, tak jak ja będzie zachwycony powieścią Joanny Łańcuckiej. Przedstawiony w niej świat słowiańskich wierzeń to kawał dobrej roboty, wobec której nie można przejść obojętnie. 


    Ocena: ✭✭✭✭✭✭✭
    Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu:

    http://oficynka.pl/

    40 komentarzy

    1. Nie dla mnie, za trudna lektura :)

      Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Nie czyta się jej aż tak ciężko, ale rozumiem :)

        Usuń
    2. Chętnie bym przeczytała, akurat taki klimat ostatnio mi pasuje. :)

      OdpowiedzUsuń
    3. Mroczny klimacik na listopad. :) Fajnie, że niektóre epizody trwają nawet po kilka lat, dawno się nie zetknęłam z czymś takim. :D Można też się dowiedzieć trochę o dawnych wierzeniach.
      Książka warta uwagi, zachęcająca, ale teraz już jestem tak wciągnięta w ten świąteczny klimat ( chociaż do świąt jeszcze trochę ), że z chęcią bym poszukała jakiejś przyjemnej i mniej mrocznej książki. :) Super recenzja, pozdrawiam!

      nastolatka-marzycielka.blogspot.com

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Nie, nie, to między epizodami jest kilkuletni przeskok. Może źle to wytłumaczyłam :)

        Usuń
    4. Dośc trudna lektura. To znaczy tak mi się wydaje. Sądzę, że jednak nie dla mnie.
      Pozdrawiam

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Zależy, czy ktoś lubi wyzwania ;)

        Usuń
    5. Wysoka ocena. No i nie dziwię się. Sama bym za nią chwyciła! Duchy to jeden z moich ulubionych tematów, szczególnie wtedy, kiedy powieścią nie jest horror!
      #SadisticWriter

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Nie mogłam tej książce odjąć żądnego punkcika. To byłby grzech :D

        Usuń
    6. Opis też mi się skojarzył z "Szeptuchą" ;) Ale to książka jak najbardziej dla mnie. Z chęcią sięgnę :)

      OdpowiedzUsuń
    7. coś dla mojej koleżanki w sam raz:)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Mam nadzieję, że podsuniesz jej ten tytuł ;)

        Usuń
    8. Ludowe wierzenia i tym podobne to raczej elementy za którymi nie przepadam. Mnie te "strachy", rusałki i mary nigdy nie kręciły. Pewnie dlatego i z Mickiewiczem się tak bardzo nie lubię. :D

      OdpowiedzUsuń
    9. Właśnie widzę, że recenzja wpisała się w tajemniczy klimat książki :) Trudno mi jest jednak stwierdzić czy książka by mi się spodobała. Z jednej strony bardzo mnie przyciąga, z drugiej odpycha, bo nie jestem miłośnikiem duchów i rusałek z dzieł z okresu romantyzmu ;)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Może kiedyś sama przekonasz się, czy to lektura dla Ciebie :)

        Usuń
    10. Oooo, zainteresowałam się! Lubię fantastykę, nawet bardzo, a ta pozycja wydaje się... dobra. Chętnie bym poczytała te historie z Teofilią, tym bardziej, że mogą spowodować u mnie dreszczyk emocji :)
      Pozdrawiam,
      BOOK MOORNING

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Słaboniowa jest genialna, takie żeńskie wcielenie Wędrowycza.

        Usuń
    11. Wow, brzmi naprawdę niesamowicie! Twoja recenzja szalenie mnie zaciekawiła. A całkiem niedawno przeglądałam ofertę tego wydawnictwa i jakoś dziwnym trafem nie zwróciłam uwagi na "Starą Słaboniową", a powinnam! Uwielbiam takie klimaty - listopad faktycznie nastraja do tego typu tematyki - poza tym strasznie lubię odkrywać rodzimych autorów, więc koniecznie muszę sięgnąć po tę powieść :) Zwłaszcza, że poniekąd moja praca licencjacka dotyczyła również takich ludowych wierzeń w romantyzmie. Must have!
      Pozdrawiam,
      rude-pioro.blogspot.com

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Jesteś drugą osobą, której studia zahaczyły o tę tematykę. Ale Wam zazdroszczę :P

        Usuń
    12. Przypomniał mi się referat o wierzeniach ludowych na socjologię wsi :D Całkiem wdzięczny temat, potencjał na ciekawą fabułę :) Fajnie, że ktoś to wykorzystał, może się skuszę.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Miałaś taki wykład? :O O rany, fajnie.

        Usuń
    13. ojej ale mi brakowało takich klimatów :D obraz niczym z ballad i romansów :D

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Cieszę się, że wciąż powstają książki w takim klimacie.

        Usuń
    14. Jako mieszkanka terenów wiejskich wschodniej Polski czuję się w obowiązku przeczytać o tej staruszce :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Mam nadzieję, że i Tobie lektura przypadnie do gustu.

        Usuń
    15. Nie słyszałam o tej książce, ale na pewno ją przeczytam, bo bardzo mnie zainteresowała fabuła, wiejski klimat i specyficzny język ;)
      Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

      OdpowiedzUsuń
    16. Uwielbiam taki klimat i tego rodzaju bohaterów. Mam też słabość do wierzeń ludowych, więc to na pewno coś dla mnie :)

      OdpowiedzUsuń
    17. Nienawidzę polskich autorów, ale co tam! Brzmi rewelacyjnie. Podeślę jeszcze osobie, która ma bzika na punkcie wschodu ;)

      OdpowiedzUsuń
    18. Zdecydowanie chcę się z nią zapoznać, klimaty całkowicie mi odpowiadające, z obietnicą niezwykłej przygody czytelniczej po nią sięgnę. :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Myślę, że będziesz zadowolona.

        Usuń
    19. Oooo pierwszy raz w ogóle natrafiłam na tę książkę, nigdy o niej nie słyszałam nawet! Jednak powiem Ci... jakoś nie czuję jej, nie woła do mnie: KUP MNIE KUP MNIE! A jak któras tak nie woła, to jej nie kupuję, proste :D

      OdpowiedzUsuń